Mój najlepszy przyjaciel Tymek jest strasznym zapaleńcem snowboardingu. Nie było dnia, gdzie o tym nie wspominał i zawsze w tym potoku słów próbował namówić na wyjazd w góry. Nie wiem jak to się stało, ale namówił mnie – nie wiedziałem zbytnio jak się przygotować, w końcu byłem zielony w tym temacie. Na szczęście nie musiałem za bardzo się martwić. Tymek zachował się jak typowa kobieta i od razu zabrał mnie na zakupy nie pytając się o zdanie, czy w ogóle w danej chwili mam czas.

Zakupy w sklepie sportowym

ciepłe spodnie snowboardoweNigdy nie widziałem od tej strony mojego kumpla – W sklepie zachowywał się jak większość społeczeństwa, która widzi szyld w hipermarkecie o zniżce. Wszędzie latał w tą i z powrotem, a ja byłem przerażony ilością asortymentu. Tymon mówił, że bardzo ważną rzeczą jest dobranie dobrej odzieży do snowboardingu. Odzież musi być dobrze dopasowana i żeby nie krępowała w żaden sposób. Więc zaczęliśmy od dolnej części garderoby bo podobno jest najgorzej je dobrać. Miał rację, żeby znaleźć dobre, ciepłe spodnie snowboardowe zabrało nam z godzinę, może nawet i więcej. Nawet nie sądziłem, że jest tyle rodzajów spodni, jak i samych wykorzystanych technologii tekstylnej. Tymek wybrał dla mnie spodnie wytrzymałe zrobione z dobrego laminatu (cokolwiek to znaczy) z dodatkowym wzmocnieniem na kolanach i wewnętrznej, oraz zewnętrznej stronie nogawek. Cóż muszę się przygotować mentalnie na te upadki, ale żeby od razu jakieś specjalne umocnienia?! Nie jestem przecież mięczakiem. Przyjaciel Tymon powiedział, że w tych spodniach nie powinno mi być za ciepło, ponieważ posiada dobrą technologie oddawania ciepła i również nie przepuści zewnętrznego zimna, oraz wody do środka co też jest bardzo ważne. Jak się zapytałem ile tak na prawdę jest rodzai spodni – To okazało się, że jest to bardzo zależne od wielu czynników. Między innymi do jakich, gór się jedzie. Czy się jest początkującym, albo zaawansowanym i tak dalej wymieniać – naprawdę jest tego dużo, ale jedno jest pewne najlepiej kupować od renomowanej firmy.

Sam wyjazd okazał się niesamowitym przeżyciem! Niestety zarazem bezwzględnie życie pokazało jak jestem starym wyjadaczem kanapowym. Zero kondycji, zero! Wstyd jak nie wiem, ale wspaniale się bawiłem i chociaż mam teraz motywację, żeby popracować nad sobą – na pewno w następnym roku pojadę razem z Tymonem w góry, a może jeszcze kogoś się wciągnie. Cóż, przygodo nadchodzę!