Jakieś siedem może osiem lat temu podjęłam decyzję o tym, że wyprowadzam się od rodziców. Miałam wtedy blisko trzydzieści lat. Czas na to, aby podjąć tą decyzję już dawno minął i troszkę się zasiedziałam, ale było to spowodowane tym, że nie miałam jakby okazji ani bodźca ku temu, aby podjąć taką decyzję.

Odważna decyzja o mojej przeprowadzce

przeprowadzkiNiemniej jednak w końcu podjęłam decyzję o tym, że się przeprowadzam. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jakie są minusy przeprowadzki do innego miasta, dlatego też decyzję moją podjęłam dość lekko. Wyjechałam układać sobie życie w innym mieście, które było oddalone od mojego rodzinnego miasta prawie czterysta kilometrów. Sama nie wiem po co i dlaczego przeprowadziłam się tak daleko. Wtedy wydawało mi się, że u moich stóp leży cały świat i należy z życia czerpać garściami. Dostałam pracę, miałam w nowymi miejscu przyjaciół, więc zaryzykowałam i przeprowadziłam się. Początki bywały trudne. Nie chodziło o samo podjęcie decyzji i odcięcie pępowiny od rodziców. Problem tkwił w tym, że po prostu czułam się samotna nie mając rodziców ani rodzeństwa na wyciągnięcie ręki. Nie mogłam ot tak po prostu po pracy wskoczyć na kawę do mamy, czy na plotki do bratowej. Dzieliła nas odległość, która w ciągu tygodnia była nie do pokonania. Początkowo każdy weekend spędzałam w domu. Jeździłam do rodziny, kiedy tylko mogłam. Z czasem jednak zaczęłam żyć tu na miejscu, własnym życiem. Poza tym finanse nie pozwalały mi na tak częste podróże. Ograniczyłam się do jednego wyjazdu w tygodniu. Po jakimś czasie poznałam mojego narzeczonego, któremu urodziłam syna. W związku z tym, osiedliłam się w tym mieście, stając się jego częścią. Troszkę przez ten czas dojrzałam, trochę się zmieniłam i ukształtowałam charakter, ale czasu który mi uciekł z dala od domu nie cofnę. Teraz mając dziecko, chciałabym czasem odwiedzić bez zapowiedzi rodziców po pracy, chciałabym zaprosić ich na obiad w niedzielę, ale przyjazd do nas wiążę się z bardziej zaplanowanymi wyjazdami, niż spontaniczny posiłek w rodzinnym gronie.

Generalnie nie mogę powiedzieć, że żałuję tego wyjazdu oraz podjęcia tej decyzji. Wszak dzięki temu, że jestem tu gdzie jestem, mam syna i narzeczonego. Czasem jednak zastanawiam się jakby to było, gdybym została w rodzinnym mieście – tam gdzie są wszyscy, którzy są dla wsparciem i pomocą.