Od dziecka fotografia zawsze była moją pasją. Najpierw robiłam zdjęcia zwyczajne, z tradycyjnego aparatu fotograficznego na kliszę, z czasem doskonaliłam swoje umiejętności na aparatach cyfrowych,. Wówczas robiłam pierwsze sesje zdjęciowe moim koleżankom z klasy. Jako szkołę średnią wybrałam technikum fotograficzne czteroletnie. Była to szkoła moich marzeń i miałam nadzieję, że po niej zdobędę bardzo dobry fach i zostanę profesjonalnym fotografem, ale to wcale nie jest takie łatwe.

Reportaż ślubny i kapryśna panna młoda

reportaż ślubny w RzeszowieNie jest to łatwe, ponieważ konkurencja na rynku jest bardzo duża, i żadna z firm nie chciałaby mnie przyjąć do pracy, dlatego też postanowiłam sama działać na swoją rękę i zająć się własną działalność gospodarczą w zakresie usług fotograficznych. Kupiłam sobie za moje oszczędności profesjonalną lustrzankę cyfrową, która wykonywała piękne zdjęcia. Pomyślałam, że warto by było spróbować swoich sił w reportażu ślubnym. Wówczas mogłabym robić zdjęcia nie tylko plenerowe, ale i z całości dnia począwszy od ubierania, po błogosławieństwo, ceremonię zaślubin a potem wesele! Byłam tym nakręcona, więc ogłosiłam się w gazecie pod tytułem reportaż ślubny w Rzeszowie. I już po kilku dniach odezwała się do mnie pewna kobieta, która chciała, abym sfotografowała ją i jej męża w najważniejszym dla nich dniu. Oczywiście przyjęłam to zlecenie, ale zanim doszło do tego dnia postanowiłam się z nimi spotkać i porozmawiać na temat oczekiwań. Okazało się, że pannie młodej nic nie pasowało! Widziałam, że jest zestresowana, ale tak kapryśniej osoby nie widziałam jeszcze. Chciała, aby wszystko było idealne, jednakże czasami należy się wyluzować. Powiedziałam jej, że nie ma się stresować, bo to będzie widać na zdjęciach potem. I chyba mnie posłuchała, bo jak doszło do ślubu, to zrobiłam przepiękne ujęcia, na których wyszła jak księżniczka. Oczywiście, że każdy pragnie doskonałego dnia ślubu, jednak nie zawsze można wszystko zaplanować tak, jak się chce bo kilka niedociągnięć było, a panna młoda marudziła.

Ja jednak do swojego pierwszego reportażu ślubnego nie mogę się przyczepić. Wszystkie zdjęcia z tego dnia wyszły doskonale i uwypukliłam walory zarówno pary młodej, gości jak i całej ceremonii. Kiedy młodzi otrzymali ode mnie komplet zdjęć, byli wówczas pozytywnie zaskoczeni, ponieważ nie spodziewali się tak ładnych ujęć. Kiedy powiedziałam im, że był to mój pierwszy reportaż ślubny – byli w głębokim szoku! Polecili mnie potem swoim znajomym i w ten sposób, drogą pantoflową do dziś mam pełno zleceń.